Wielkopolski Portal Senioralny

Pierwsze mieszkanie

Pierwsze mieszkanie
 Trudno powiedzieć, jaki był mój najważniejszy w życiu. Zapewne było ich kilka. Od czego zacząć?  Czy to była pierwsza praca, a może pierwszy samochód? Nie to było własne mieszkanie!

 

Urodziłem się po wojnie, w spokojnych czasach. Gdy dorastałem, to właśnie umarł "wujek" Józek. Oczywiście nic z tego nie rozumiałem. Mój ojciec zabierał mnie często na spacer. On przysiadał na ławeczce w parku, a ja ujeżdżałem na trójkołowym rowerku. Tyle zapamiętałem z dzieciństwa. Później była jakaś szkoła, ciemno-granatowe mundurki i tarcze szkolne przypinane na agrafkę. W szkole pani od śpiewu ćwiczyła nas w śpiewaniu piosenki "Płynie, płynie Oka, jak Wisła szeroka".  A my cóż... dorastaliśmy, niczego nie rozumiejąc. Później przyszła matura i upragnione studia. Jedni dostawali punkty za tzw. pochodzenie z rodzin robotniczo-chłopskich, a inni nie. Ja należałem do tych innych. Pamiętam zajęcia wojskowe na uczelni. To była heca.  Pewien major zapytał spóźnionego studenta z jakiego jest kierunku? A on odrzekł, że z dyrektorskiego - bo był na zarządzaniu. A ten major mu na to odpowiedział, że już nie będzie dyrektorem. A student, że no cóż - to pójdę na oficera!

Oczywiście, że nigdy nie został oficerem - ale został asystentem kolejnego wojewody. A ja cóż, zacząłem szukać pracy. A może raczej zacząłem uciekać od nakazu pracy. Dzisiaj, dla młodych ludzi to jest niewyobrażalne. Ale w tamtych czasach Państwo musiało znaleźć pracę, dla absolwentów studiów. Próbowano wysłać mnie do kopalni w Koninie, albo chociażby do pracy poznańskim Okrąglaku. Na dodatek czekało na mnie wojsko....

A jakoś wolałem szukać przygód. I taka mi się przytrafiła. Pierwszą mają pracę podjąłem w Domu Kultury - gdzieś w Wielkopolsce. Tam poznałem moją miłość. To była instruktorka rysunku. Zawróciła mi w głowie. Miałem wówczas 26 lat i byłem zdecydowany założyć rodzinę. Udało się...  Pobraliśmy się latem 1974 roku. Rok później urodziła się nasza córka Marysia.  I tu zaczął się kolejny problem - mieszkanie. Najpierw mieszkaliśmy u rodziców Oli, później w opuszczonym domu moich dziadków. I wreszcie przyszedł moment, że otrzymaliśmy ze Spółdzielni Mieszkaniowej tzw. mieszkanie rotacyjne. Niby nic, ale był to aż pokój z ciemną kuchnią. O jakie to szczęście było dla nas. Nareszcie u siebie, nareszcie we własnym domu... Oczywiście najpierw musiałem wyremontować mieszkanie. Na podłodze była bardzo zużyta tzw. mozaika parkietowa. To był taki luksus zanim wymyślono "lentex". No cóż, udało mi się wypożyczyć z zakładu pracy mojego ojca cykliniarkę i opanowałem zawód cykliniarza. Może szkoda, że nie zostałem przy nim. Zapewne zarabiałbym znacznie więcej, niż na pracy w kolejnym domu kultury. Ale nie ma co żałować. To mieszkanie było dla mnie i mojej żony największym szczęściem, jakie nas spotkało.  

Skomentuj

Podając swój adres email oraz Imię/Nazwa użytkownika robisz to dobrowolnie i jednocześnie zgadzasz się na opublikowanie Twojego komentarza oraz Iminia/Nazwy użytkownika oraz zapisanie Twoich danych w bazie osób udzielających komentarze. Redakcja nie będzie tych danych używać w żaden inny sposób, w tym nie będzie wysyłać Tobie żadnych materiałów reklamowych. Twoje dane zostaną zapisane, przechowywane i administrowane przez redakcję (pełne dane w dziale KONTAKT). Masz prawo w każdym momencie do bezpłatnego i skutecznego usunięcia Swoich danych pisząc stosowną prośbę drogą mailową na adres redakcja@brawosenior.pl.

Powrót na górę
um
Rops
logo powiat poznanski
logo poznań

Przedstawione treści wyrażają poglądy realizatora projektu i nie muszą odzwierciedlać oficjalnego stanowiska Samorządu Województwa Wielkopolskiego